Fragmenty rozdziału V: Nierządne
dotknienie
Im bardziej intymny kontakt przedmiotu z ciałem damy, tym żarliwszy dialog i tym gorętsza zazdrość. W emblematyce takim elementem uprzywilejowanym będzie woda, wprost występująca w funkcji symbolu pieszczot i cielesnej rozkoszy. Ten sens miały na przykład wyobrażenia Amora lejącego wodę w Łazience Stanisława Herakliusza Lubomirskiego. Ale i inne znaki natury nasycają się sensem erotycznym. W wierszu Kochowskiego wiązanka wierzbiny staje się niemal kochankiem panny:
Przyjmie prawo i gałązki
Pięknymi
zwięzuje wstążki,
Pokrowczyk
z skóry wierzbowéj
Kładzie,
by nie wiądł list płowy.
Tak jej miły, tak jej wzięty,
Wespół
go chowa z draźnięty
I z
nim sypia, i z nim chodzi,
Patrzaj,
drewnu co się godzi!
(Lyricorum polskich księgi III.
Pieśń XII Zielone w. 37-44)
Podobną funkcję powierza się również w poezji wiatrowi, który ma wolny przystęp do wdzięków panieńskich. Widoczne jest to zwłaszcza w dość częstych obrazach śpiącej na murawie dziewczyny, jak na przykład w Dafnidzie czy w Nadobnej Paskwalinie Samuela Twardowskiego czy też w znanym wierzu Jana Andrzeja Morsztyna:
Zdybałem śpiącą kochaną dziewczynę;
[...]
Zefir jej suknią poddymał, a mali
Kupidynowie nakoło igrali:
Jeden jej włosy trafił, drugi w ucho
Coś o miłości poszeptywał głucho;
Ten na nię wieje, ten urwane zioła
W śliczne natyka warkocze dokoła,
Ten różą równa z rumieńcem, ten śliczną
Białą liliją równa ze płcią mléczną.
Ale jeden z nich, nad insze swawolny,
Kształt jej rozpinał i do piersi wolny
Oczom swym przystęp sprawił i w te znoje
Tam chłodził oczy i swoje, i moje.
(Kanikuła 9 Dyskrecja
w.5, 9-20)
Nie ma wątpliwości, że skandaliczne zachowanie „zefirów” jest dokładnie tym, o czym marzy młodzieniec — zresztą przystępuje on do dzieła w dalszych wersach utworu. Zauważmy tu jednak, jak dotyk zostaje skojarzony i ze wzrokiem, i z odczuciem gorąca czy chłodu, zmysłowe doznanie natury miesza się ze zmysłowym odczuciem ciała, triumfuje idylla, przyroda żywi sympatię dla kochanka i — by tak rzec — współpracuje z nim, współodczuwając nie tylko jego smutki i radości, ale także jego pożądanie. Te obrazy wzajemnej sympatii natury i amanta — choć także zakładające przeciwstawność ich doznań — wywodzą się z tradycji petrarkistowskiej, choć z nie mniejszą intensywnością pojawiają się także w twórczości poetów Plejady. W dojrzałym baroku wykorzystywane bywają, jak widzimy, niejako wbrew intencjom petrarkizmu, właśnie jako strategia przekroczenia granicy ciała, jako strategia realizacji zakazanego dotyku.
Wolny przystęp do wdzięków niewieścich mają też ozdoby i biżuteria. W cytowanym już w rozdziale drugim Opisaniu piersi zazdrość zwraca się więc ku ozdobom dekoltu i gorsu:
Kupidynowe pulchne dwie poduszki,
Na was polega to dziecko pieszczone.
Szczęśliwe gorsy, koronki, łańcuszki,
Szczęśliwe wstążki, palatynki one,
Co się bezpiecznie o was ocierają,
O, niech się na mój stan ze mną mieniają.
(okt. VII)
Lecz i wcześniejsze stulecia były równie śmiałe. Gdy Hieronim Morsztyn zwraca się do pierścionka: „O niegodny klejnocie, pierwej wolno tobie/ Spać z Annusieńką będzie niźli mnie” (Summarius wierszów 193 Na rozjeznym pachołek pannie pierścionek daje w. 17-18), to choć wkłada te słowa w usta „pachołka”, niemal cytuje w tym momencie le blason Honoriusza Salela o pierścionku (przytoczone w rozdziale drugim), który tak blisko jak koszula dotyka ciała i jego najbardziej intymnych części. Na tyle tylko pozwala konwencja. Pieszczota spełniona jest hasłem do odwrotu z dziedziny poezji dwornej.
Pokrewną funkcję spełniają w poezji formuły zazdrości wobec ulubionych zwierząt bohaterek erotyków. Tradycja klasyczna uprawomocniała żartobliwe nagrobki dla ptaszków i innych małych stworzeń, które stawały się — za życia i po śmierci — pośrednikami w wyrazie afektów mężczyzny zabiegającego o względy panny. Poeci barokowi zachowywali, rzecz jasna, pamięć tego dziedzictwa, o czym zdaje się świadczyć choćby ten okruch erotyku Jana Andrzeja Morsztyna dla Jagusi:
Ale dziewczyna, jak prędko postrzegła,
Że jej kochana ptaszyna odbiegła,
W płacz i lamenty smutne udarzyła,
Jakowych nad swym wróblem nie czyniła
Lezbija gładkim piórem swego sługi,
Jakich nie pisał Naso dla papugi
[...]
(Erotyki 14 Słowik zbiegły
w. 7-12)
Wiersz Katulla o wróbelku Lesbii „Lugete, o Veneres Cupidinesque...”(3) i elegia Owidiusza z Amores (II, 6) zostały tu wprost wskazane przez poetę, który stał się przecież piewcą nie tylko słowika Jagi, ale i sławnej Perlisi, Kurty i innych sympatycznych stworzeń cieszących się względami pięknych adresatek Morsztynowych wierszy. To zwykle wiersze żartobliwe, bo przecież i temat błahy, i związek uczuciowy panny ze zwierzątkiem budzi uśmiech. Stwarzają one jednak okazję do dwornej „przymówki”, bo przecież czułość okazywana pupilowi i pieszczoty, jakimi się go obdarza, bywają właśnie spełnieniem marzeń amanta:
Jeszczem psu nigdy nie zajrzał niczego,
Lecz Kurtusiowi muszę zajrzeć tego,
Że z panią sypia. Czy lepszy niźli ja?
Wżdym ci ja człowiek, on niema bestyja.
(Hieronim Morsztyn Na Kurtę)
Pieszczony Kurto, co u mojej panny
Na łonie leżysz, takeś nierachmanny,
Że mi się przymknąć do niej nie pozwolisz,
(Lecz raczej inszych złodziejów strzec wolij-ż:
Choć ja co wezmę, wszystko będzie w cale)
Nazbyt-eś pilny szylwacht przy tym wale!
Zarazem szczekasz, ledwo co się ruszę,
Już cię Cerberem zwać, nie Kurtą muszę.
Jednak widząc cię na jej szaty kraju
Tuszę, żeś stróżem nie piekła, lecz raju;
[...]
(Kanikuła 21 Do pieska
w. 1-10)
Zarówno „Kurtuś”w wierszu Hieronima, jak też „pieszczony”, ale i groźny Kurta u Jana Andrzeja korzystają z rozkoszy, do których dostępu bronią kochankom, Kurta jest stróżem raju — stróżem, a więc i jego szczęśliwym mieszkańcem, leży „na łonie panny”, zaznając niedozwolonych nikomu pieszczot. Zazdrość wobec pieska pozostaje jedynie podtekstem prośby o wyrozumiałość i przychylność. W wierszach innych poetów bywa jednak wyrażana wprost:
Patrząc wczora na twoje z szczenięciem pieszczoty,
Gdyś go w obróżce szczero piastowała złotéj,
Wolno mu do ust, wolno do piersi mu siągnąć:
W dobrą mu się godzinę zdarzyło wylągnąć!
Niepojęta fortuny, cicho rzekę, władza
Nie tylko ludzi różnie, ale i psów sadza.
Ten tu obrane kąski i smażone pączki
Brakuje, choć z pieszczonej ślicznej dziewki rączki,
A jego brat kostrouch, chociaż jednej matki,
Może gdzie wyrzucone kości głodać z jatki.
(W. Potocki Poczet herbów 26 Na
rękawniczka do grzecznej damy)
Tym razem delicje, do których ma dostęp piesek, nie pozostają już w sferze domysłu — „rękawniczek” może sięgnąć, rzecz niewyobrażalna, do ust i do piersi — dając tym samym asumpt do refleksji o niesprawiedliwości Fortuny. Ale nie tylko psy obdziela ona nierówno; namiętne wykrzyknienie pod adresem szczęśliwego pieska zdaje się sugerować, że i sam podmiot szuka swego miejsca obok „brata kostroucha”...
[...]
Jak trudno mówić o wzajemnym dotykaniu się ciał. Ma ono przecież swoją skomplikowaną dynamikę, której odpowiada zmieniające się natężenie emocji, ma swoją gradację intymności i tkliwości. A że bywa niemal zawsze zaproszeniem do „czegoś milszego”, staje się nieuchronnie dotykaniem „nierządnym”, jest jak przyznanie się do winy. We wspomnianym już dyptyku Potockiego grzeszna panna Dotknienie wrażliwie reaguje na wszelkie rodzaje frywolnych muśnięć, dotknięć, uścisków:
Jeśli też w taniec idzie, bo nazbyt wesoła,
A ściśnie jej kto rączkę, pewnie nie zawoła,
Albo trzewik zastąpi, albo na obrocie
Obłapi, pocałuje, nie ma to w sromocie.
Albo też więc za stołem siedząc barzo rada
Pośle rączkę w piastuny do pana sąsiada.
Abo kolankiem trąci, byle kto choroszy,
Wszytko to ujdzie, wszytko to wolno Rozkoszy.
(Rozkosz światowa.
Rozkosz duchowna w.171-178)
Urok owych tajemnych dotknięć także i tu mają wyrażać zdrobnienia (rączka, kolanko) podkreślające atmosferę zabawy i zestawienia czasowników stopniujących te wszystkie cielesne figle (ściśnie, zastąpi, obłapi, pocałuje, pośle rączkę, trąci). Aż trudno uwierzyć, że Potocki mówi o grzechu; obraz jest figlarny i czuły. Do złudzenia podobne są wyobrażenia frywolnych dotknięć, które znajdujemy w poezji erotycznej. Uwiedziona w Lekcyjach Kupidynowych Zosieńka najpierw „dotknąć rączki swej nie broni” (VII, 12), a potem nawet „już koralowej gębki nie zmykała,/ już dopuściła na bieluchną szyję/ założyć rękę...” (X, 18-20). W zapamiętaniu miłosnym bohater obscenicznego Nieobiecanego kąska Jana Andrzeja Morsztyna przystępuje do rzeczy, dopiero „obmacawszy mile szyję, piersi, nóżkę” (Fraszki 28 Nieobiecany kąsek w. 161). Jest cielesna pieszczota niczym zbieranie kwiatów w panieńskim wirydarzu — a metaforyka ta odsyła już do jednoznacznych symboli zdobycia wianka i zwyciężenia dziewczęcej cnoty — jest też ów czuły dotyk zapamiętaniem się, zaplątaniem i zagubieniem w rozkosznych „członeczkach”, tak że spełnienie niemal zaskakuje kochanków:
Kiedy między lilijami
Szczerymi, między różami,
Które w pięknym kwitną ciele,
Buja sobie ręka śmiele,
Utopiwszy oczko w oczku,
Przytuli się bok do boczku
I wcisnąwszy się do kąta,
Nóżka się z nóżką popląta.
A też przyjdzie i do tego,
Co bywa najsmaczniejszego,
[...]
(Pieśni światowe
pierwsze. Pierwsza „I długoż w bezsennej nocy...”
w. 33-42)
I tu zdrobnienia okazują się najpewniejszym przewodnikiem w opisie miłosnych karesów. Nie stroni też od zmysłowych dotknięć „uprzejma” dama z fraszki Korczyńskiego i „obdziela afektem” kilku naraz panów:
[...]
lewą i prawą ręką dwóch, co jedli z bliska —
tego k sercu przytula, temu rękę ściska;
z trzecim mruganiem, wdzięcznie z czwartem usty
mowi;
dwóch nogami trącając, skrycie serca łowi.
(Złocista przyjaźnią
zdrada. Lanczaft, a raczej 3. okurencyje 2. Roztropniusiuchniutenieczenniusienieńka
dama w. 3-6)
I choć w samym opisie Korczyński zdrobnień poskąpił, to przecież tytuł określający bohaterkę wiersza i jej zabiegi poeta ozdobił bodaj najbardziej rozwiniętym deminutywem w literaturze staropolskiej.
W miłości nie każde dotknięcie jest czułe i delikatne. „Wdzięczne obłapienia” nabierają niepokojącej perwersji, gdy łączą się z przemocą lub ją przynajmniej symulują; rozkosz czułych dotknięć tym bardziej jest wyrazista w poezji, gdy skontrastowana z bólem zranienia. Owe kontrasty widoczne są zwłaszcza w tych rzadkich przecież tekstach, gdzie mowa o miłości i gwałcie, jak choćby w Orlandzie szalonym Ariosta-Kochanowskiego. Opis nieudanych zalotów lubieżnego pustelnika zestawiony zostaje z gwałtownym sprzeciwem napastowanej Angeliki, w symetrycznie względem siebie ułożonych wersach mówiących o pieszczocie i drapieżnej obronie:
Na twarz jej i pod brodę śmiałą rękę kładzie.
Potem ją chce obłapić i swój z wielką chęcią
Zakon gwałci; ale mu w piersi dała pięścią
I potem go od siebie ręką odepchnęła
I wszytka się na pięknej twarzy zapłonęła.
(Orland szalony Pieśń VIII
strofa 47 w. 3-8)
Nie mniej odważnie bronić się będzie Izabela w tymże samym poemacie, w którym zresztą piękne bohaterki nie są traktowane z szacunkiem należnym ich cnocie. Tu materią kontrastu nie jest czułe dotknięcie niedoszłego kochanka, lecz poryw jego żądzy, z którym skutecznie walczy dziewczyna:
[...] coraz szedł na mię barziej zapalony,
Właśnie tak, jako niedźwiedź, głodem przemożony,
Broniłam się rękami, broniłam nogami,
Używałam paznogciów, kąsałam zębami;
Twarzem mu podrapała, brodem mu wyrwała,
A jakom jedno mogła, nabarziej wrzeszczała.
(Orland szalony Pieśń XIII
strofa 28 w. 3-5)
Izabela staje się ofiarę seksualnej agresji, stąd nie dziwi gwałtowność jej obrony. Bywają jednak i takie teksty, w których na przykład owo „kąsanie zębami” bywa raczej wyrazem niepohamowanej namiętności. W jednym z cytowanych uprzednio wierszy Jana Andrzeja Morsztyna mówiącym o „pocałowaniu” podmiot wspomina przecież, że „podczas tej sprawy/ Potok z warg moich przepuścił się krwawy” (Pieśni 15 Pocałowanie w. 9-10). Pieszczota jest „sprawą”, czyli potyczką, i jak potyczka może stać się przyczyną prawdziwych ran. Namiętność nie zawsze pozwala odróżnić rozkosz od cierpienia; więcej nawet — cierpienie zdaje się podnosić wartość rozkoszy. W cytowanym wcześniej fragmencie Amintasa, należącym do opisu sceny, w której tytułowy bohater odwiązuje od drzewa nagą Sylwię cudem ocaloną przed gwałtem, znajdujemy zastanawiające kontrasty „pełnych piersi” dziewczyny i „chropawego drzewa”, jego „ostrych gałęzi”, „pniaków”, które szarpią włosy Sylwii, i „miłej roboty” Amintasa, który „się jej nie chcąc, a przecię chcąc tyka” (Akt III, scena I w. 88, 91, 93, 97-98, 102), we wcześniejszym fragmencie przeciwstawienie „czułych nóg” i ostrych „nici, które dało drzewo kręte” (w. 61-62). Delikatność ciała i dotyku zdaje się zyskiwać tym większą intensywność, gdy zostaje skontrastowana właśnie z tym, co ostre, surowe, nieprzyjemne. Także wtedy gdy rozkosz zestawia się z bólem. W poemacie Adon w Pieśni III Wenera i Adonis, przyszli kochankowie, po raz pierwszy dotykają swych ciał, a zraniona i zakrwawiona „nóżka” bogini miłości zaznaje raz bólu, raz rozkoszy płynącej z pieszczotliwego dotknięcia opatrujących ją rąk młodzieńca:
To rzekłszy, w łono, poklęknąwszy w mierze,
udatnej nogi żywe mleko bierze.
A skoro rąbkiem cieniuchnym pościerał
krople i z ciała krew spiekłą pozbierał,
ręki swej śniegi podobne przyłożył
i, jakby z nogą stosując, położył.
[...]
Ociera ranę i z lekka pieszczonych
tyka się członków i maca skrwawionych,
[...]
O, piękna
ręko, skąd pilne chodzenie
na rany mojej w nodze uleczenie?
Pono dlatego, byś barziej zraniła
i głębsze rany w piersiach poczyniła?
(G. Marino-Anonim. Adon Pieśń
III strofy 115 w. 1-6, 116 w. 1-2, 124 w. 1-4)
Dotknięcie „miłe” i „wdzięczne” jest doświadczeniem ciepła i miękkości. Dworna konwencja dozwala mówić o damie jako o zimnej i twardej — trzeba więc opuścić granice wysokiej formy, by opisać cielesną pieszczotę. Panna winna być „wszytka kamienna” — jak pisze J. A. Morsztyn (Lutnia 20 Do Zosie w. 20), a więc ma być zarówno obojętna na błagania wielbicieli, jak też rubinowa, perłowa, alabastrowa i dyjamentowa. Z tym zdają się zgadzać inni poeci, bo przecie i wcześniej krewniak Pana Podskarbiego, Hieronim, pisał „do jednej”, co to „twarda jak dyjamentowy/ W oryjentalskich krajach brzeg” (Summarius wierszów 238 Do jednej w. 1-2). Ale rzadko się zdarza, by faktycznie oczekiwano twardości ciała. Może właśnie Jan Andrzej napisze o piersiach panny jako o „twardych jabłkach” (Kanikuła 12 Jabłka w. 10), wcześniej zaś za Ariostem Piotr Kochanowski:
Szyja biała, okrągła, śniegowi podobna,
A mleku zasię jest pierś pełna i ozdobna,
Z której się z alabastru dwie jabłka wydają,
Niedojrzałe i twarde [..]
(Orland szalony Pieśń
VII strofa14 w. 1-4)
Czyżbyśmy mieli do czynienia z jakimś romańskim kanonem urody? Jak już wspomniano w rozdziale poświęconym rozmowie miłosnej i poetyce komplementu, biusty opiewane w poematach polskich na ogół są zarówno pełne, jak i bardzo miękkie, to przecież „miękka pościel” i „dwie pierzynki” (O piersiach białogłowskich strofa 11), „miękkim wysłane puchem dwie załuszki”, „Kupidynowe pulchne dwie poduszki” (Opisanie piersi okt. VII). Ale już i wcześniej w jednej ze swych sielanek Jan Smolik napisze o pannie:
Miększaś nad mleko zsiadłe, nad mchową pierzynę,
Wolę cie niż tę owcę, niż każdą zwierzynę.
(Pastorela I w. 5-6)
Miękkie mają być wszelkie części ciała, gdy tylko stają się przemiotem dotyku; „miękką stopę uraża drobny krzemień” (Summarius wierszów 250 Candida sidereis ardescunt w. 11), „miększa niźli wosk, bielsza niż śnieg ręka” i „pieszczone ramię” (Summarius wierszów 323 Takaż druga na tęż notę w. 16, 18) to przymioty bohaterki jednej z pieśni Hieronimowych., ale i Jakub Teodor Trembecki, zawierzając raczej wyobraźni niż autopsji, pisze:
O tym, czego nie widać, takbym sądził śmiało,
Iż tak białe i miękkie wszytko twoje ciało,
Że jeszcze puch przechodzi łabęcia onego,
W którym ono utaił Jowisz bóstwa swego,
Nie chcąc, aby poznany był od kogo, kiedy
Przymknął się w takim kształcie do nadobnej Ledy.
(762 List do tejże w. 85-90)
W pieszczocie dotyku jest pewna kolejność, w której pierwszeństwo przysługuje zawsze dłoni. Do niej — białej, marmurowej, ale czasem też krągłej i pulchnej — przystąpić można z pocałunkiem i od niej dopiero postąpić wolno (lub nie) ku innym wdziękom panny:
Rączki jakoby wałeczki,
Paluszki jako sponeczki,
Które kiedy ja całuję,
Bynajmniej się nie frasuję,
Choćbym królewskiej na wieki
Nigdy nie całował ręki.
(758. Do Anny nieoszacowanej
w. 45-50)
Wszytkę tę moję żałość tym cukruję sobie,
Że w nagrodę tej srogiej wycierpianej męki
Nacałuję się w rychle twojej ślicznej ręki.
I po tych wielu ślinkach darmo połykanych,
Poważę się i dalej do ustek różanych,
Przy których są za cyfrę cukry i kanary
I same elizejskich pól słodkie nektary.
Więc do szyje i lubych pomagranów onych
Nad sam paroski marmur śliczniej ugładzonych,
Które choć cienkim rąbkiem zwykły się okrywać,
Przecię oczy i usta ważą się tam wrywać.
(760. Waleta z drogi posłana
w. 40-50)
Pocałunek — choć w istocie jest przecież dotknięciem warg — wydaje się dla poezji dwornej „bezpieczniejszy” niż inny rodzaj dotyku, bo ma w sobie element czci i nabożeństwa; „zwykły” dotyk jest poufały i zachłanny, niemniej i tu jednak poezja zachowuje kolejność — od dłoni postępuje się dalej, ku szyi i piersiom dziewczyny, także wówczas gdy czyni to nie składający wiersze amant, lecz nieprzyjazny mu rywal:
Kiedy na mój żal ręce twe pieszczone
Nad wszytkie woski śliczniej wybielone,
W mych oczach drugi do woli piastował,
Ba, i całował;
I kiedym widział twe piersi kochane
Mnie nieprzyjazną ręką dotykane.
Niechybnie żeś mi na złość to czyniła,
Gdyś nie
broniła.
(768. Przeprosiny
w. 37-44)
Uprzywilejowana w grze pieszczotliwych dotknięć ręka panny jest tym godniejsza pochwały, że nie tylko bywa dotykana, ale i sama dotyka, stając się źródłem rozkoszy bardzo już intymnych. Do częstych należą obrazy dotyku uzdrawiającego i w wiadomy sposób krzepiącego „zemdlone członki”; gdy je „śliczna pani w garść ujmuje”, dokonuje się istny cud odnowienia sił witalnych (Summarius wierszów 109 O kusiu w. 7), „nowe ziele”, o którym pisze obszernie i Jan Andrzej Morsztyn, „jak palma podnosi pod ciężarem głowy,/ Zwłaszcza w panieńskich rękach” (Lutnia 64 Nowe ziele w. 36-37), Poeci, jak widać, chętnie w tych obrazach sięgają do metaforyki roślinno-florystycznej, skutkiem czego — zgodnie z logiką konceptu — pannom zajętym uprawą „gwoździków” przypada rola skrzętnychogrodniczek.
Są też w polskiej poezji barokowej niewątpliwe obrazy pieszczot, dla których dziś rezerwujemy miano miłości francuskiej. Hieronim Morsztyn piszący o pannie, która weźmie „w rękę pieszczoną” i „przytchnie do ust ślicznych” nie co innego jak „podługowaty/ Cukier z dwojgiem jabłek”, zaleca rozkosze fellationis:
Bo i ten słodycz zamyka w sobie,
Będzie smakował, ufam, i tobie.
Wszyscy się na to zgadzają goście,
Że go i panny jadać mogą w poście.
Zasmakujećli, będziesz go miała,
Byś go i w Wielki Piątek zachciała.
(Summarius wierszów
139 Do jednej w. 9-14)
Znacznie skromniejsze są wzmianki o cunnilingus, choć i te znajdujemy. Aprobujące — znów w sprośnych fraszkach Hieronima:
Nadobna stopa, piękne i kolano,
Lecz gdyby wyżej kęs się ukazano,
Jest tam jeszcze we srzodku co trzeciego,
Nad co na świecie nic foremniejszego.
I wysławiając ów „smaczny kąsek” — jak go określa w tytule — poeta przyznaje bez ogródek:
I tak to oczom, ba: i rękom było
Przy nim się pieścić, ba: i bawić miło.
[...]
Gdyby był czarką, podobno bym pił z niego
[...]
(Summarius wierszów
159 Smaczny kąsek w. 1-4, 7-8, 11)
W istocie jednak ten rodzaj erotycznych karesów budził — jak się zdaje — pewną rezerwę; Jan Andrzej Morsztyn, na przykład, wprawdzie tłumaczy adresowany do niejakiego Koracyna epigramat Marcjalisa, w którym pointa jest pogardliwą konstatacją: dixi te, Coracine, cunnilingum (IV, 43). Będąca częścią Lutni (54) fraszka Do Walka pointę tę jednak zasadniczo przeinacza:
[...] tom rzekł, com ci w uszy
Gotów powiedzieć, co cię nie obruszy,
Co sobie baby śpiewają na trecie,
Co każdy człowiek wie w naszym powiecie,
Co sam nie z wielkim przyznasz mi kłopotem:
Żeś do swej własnej żony jest koczotem.
(w. 9-14)
„Koczot” to wprawdzie słowo obelżywe i odnoszące się do sfery seksualnej, lecz oznaczające sutenera, mężczyznę czerpiącego korzyści z nierządu kobiety. I rzeczywiście, ten temat często pojawia się w wierszach Morsztyna.
Z wyraźną niechęcią do cunnilingus odnosi się sarmacko-szlachecki Wacław Potocki, zaznaczając jednak przy tej okazji niejaką popularność nie tylko samej pieszczoty, ale przede wszystkim nieco bardziej wyrafinowanych form prostytucji w życiu publicznym:
Justynijan, że kto był zacny; że bogaty,
Galenus dawał ludziom — mówiono przed laty.
Tamten pisał statuty, ten choroby goił;
A w Polszcze to dzisia kiep oboje zaswoił:
Za nim idą urzędy, temu do honoru
Łacny przystęp, kto z Niemką żeni się u dworu.
Ze kpem chleb chodzi u nas i Polakom trzeba
Nie przez żelazo, ale przez kiep szukać chleba.
O, jako wiele takich: żeby w chlebie pyzał,
Nie tylko by się żenił, ale by kiep lizał.
(Ogród nie plewiony, cz. II,
268 Dat Galenus opes,
dat
Iustinianus honores w. 1-10)
Erotyczna pieszczota została tu potraktowana jako symbol ostatecznego poniżenia człowieka żądnego „chleba”, honorów i urzędów; widzieć w tym można jednak również znak obyczajowego, a nawet moralnego dystansu również wobec seksualnego wyrafinowania. W świecie wyobraźni Potockiego cunnilingus nie jest gestem namiętności, lecz znakiem upokorzenia:
Śmieszna się rzecz jednemu trafiła staroście,
Kiedy wjeżdżał do miasta przez rzekę po moście.
Nieszpetna dziewka, wiatr jej koszulę wydymał,
Prała chusty na ławce, gdy konia zatrzymał.
„Niedobrześ go chowała — rzecze — w mięsopusty,
Kiedy w poście, jak widzę, twój kiep jada chusty.”
„Wiem ja — odpowie dziewka — jako go mam chować;
A to, głupi, rozumie, że go masz całować,
Dlatego się uciera i szoruje zęby.
Godna twarzy serweta, a twarz waszej gęby.”
(Fraszki 404 Rozmowa
chędoga)
Dociekanie sarmackich obyczajów erotycznych na podstawie poezji jest, oczywiście, nie do końca uprawnione, pewnie jednak zgodzić się można z formułowaną już dawniej opinią co do gustów dominujących w środowisku dworskim. Intymne preferencje jednostek pozostają wprawdzie zawsze sprawą bardzo indywidualną, sądzić jednak można, że repertuar przynajmniej wyobrażalnych pieszczot był wcale rozległy. Przyznać trzeba, że najwięcej mówi o tym wcale nie poezja, a proza epistolarna, zwłaszcza sławne listy Jana III Sobieskiego do Marysieńki. Cóż zresztą za paradoks, iż słowa skrajnego „dyzgustu” w przytoczonej fraszce wypowiedział Wacław Potocki, poeta, który poematem Muza polska witał tryjumfalny wjazd najaśniejszego Jana III, skoro to właśnie tenże król Jan pisał do swej ukochanej:
Do muszki niesłychanie tęskno i nie wiedzieć co już będzie bez niej robić, a jeszcze teraz, kiedy ją przypomniano et qu’on invite à la baiser. A gdyby to można z wiatrem przelecieć — nie jeden milion, ale sto milionów razów ucałowałbym i muszeczkę, i wszystkie śliczności swojej Jutrzenki (23 lipca 1665 r.). Jakże daleko nieraz bywało od dworu do dworków. Niemniej jednak przyznać trzeba, że w poezji, nawet a może zwłaszcza dwornej, apogeum zmysłowych pieszczot jest pocałunek w usta. Tu właściwie wyczerpują się wysokie konwencje, choć przecież wzory poezji starożytnej podpowiadały obrazy śmielsze i to właśnie w przestrzeni miłosnej elegii, nie zaś epigramatyki. Ten ton w poezji staropolskiej nie został jednak podjęty. W Sarmacji miłosne rozkosze kulminują... śmiechem. Śmiechem, który zdaje się maskować wstyd.